Bądź jak Genowefa

Mam taki ulubiony obraz do którego wracam, kiedy potrzebuję oderwać myśli od codziennej gonitwy. Jego temat jest w zasadzie mało istotny w moim ćwiczeniu z patrzenia, ale powiem Wam, że jest to przedstawienie świętej Genowefy, namalowane przez Hugo van der Goesa.

Genowefa
Hugo van der Goes, Święta Genowefa, po 1479, Kunsthistorisches Museum Wiedeń

Kiedy tak na nie patrzę, spokój przywraca mi śledzenie rozmaitych odcieni ochry użytych do zbudowania kompozycji. Błądzę wzrokiem po mgliście jasnej postaci kobiety, rozróżniam grę światła i cienia w partii niszy, w której została umieszczona. Spróbujcie sami, to bardzo przyjemne tak stopniowo odkrywać, jak wiele odcieni kryje się w jednej barwie. Mogę jedynie założyć, że i dla malarza tworzenie tych subtelnych przejść było formą medytacji, jak każde zajęcie wymagające całkowitego skupienia. Na koniec, kiedy jestem już gotowa wrócić do krzątaniny, rzucam okiem na postać małego demona próbującego zdmuchnąć płomień świecy. Nadyma się po koniuszek nosa i dmucha z całych sił, ale płomień zaledwie drga i nie gaśnie. A Genowefa czyta dalej. I tak sobie myślę, że trzeba być jak ona, skupić się na meritum spraw i nie zwracać uwagi na zewnętrzne zakłócenia, bo one w końcu przeminą. Czego nam wszystkim życzę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *