Ikona

Przyznam się, że sztuka współczesna jest dla mnie terenem nieznanym. Mnogość znaczeń jakie może w sobie kryć przyprawia mnie o zawrót głowy. Dlatego najczęściej milczę na jej temat i po prostu staram się odnaleźć własną ścieżkę. Wije się ona pomiędzy tym co autor miał na myśli, tym co współczesny krytyk wie, a swoją własną intuicją.

Otrzymałam jednak zamówienie w ramach #opowiadanienazyczenie i nie sposób jest mi się z tego wywinąć. Autorkę zamówienia proszę o wybaczenie, jeśli nie uda mi się niczego nowego dodać do Jej wiedzy o tym obrazie.

Jerzy Nowosielski, Dziewczyny na statku, 1981, własność prywatna

Na początek oddam głos samemu Nowosielskiemu: “Chciałbym, aby to było cielesne, aby to było ciało subtelne ze wszystkimi właściwościami ciała realnego. Cała sprawa polega na tym, aby jak najwięcej elementów rzeczywistości biologicznej wprowadzić na wyższe piętra świadomości. Ale to jest bardzo trudne. Bardzo rzadko się udaje. Z chwilą bowiem, gdy swoje malowidło zanadto obciążę elementami pewnych uwarunkowań biologicznych, przestaje ono być ikoną. I odwrotnie, przez zbytnie wysublimowanie postaci powstaje symbol. A tu chodzi o to, aby ta ‘winda’ jadąca na wyższe piętra świadomości mogła jak najwięcej udźwignąć” (Jerzy Nowosielski, cyt za: Zbigniew Podgórzec, Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim, Warszawa 1985, s. 76)

Twórczość Nowosielskiego od samego początku naznaczona jest fascynacją ikonami i sztuką bizantyjską. Niezależnie od tego czy temat dzieła jest religijny czy zatopiony w codzienności, artyście towarzyszy potrzeba wyniesienia go poza dosłowną biologiczność. Na obrazie Dziewczyny na statku malarz wyznacza minimalistyczną przestrzeń, z pierwszym planem zamkniętym czerwonymi ścianami pomieszczenia i bezkresem morza widocznym przez każdy otwór, w której umieszcza postaci.

Figury kobiet rozmieszczone są pojedynczo, bez wzajemnych relacji. Jedna spogląda zza słonecznych okularów wprost na nas, pozostałe zdają się mieć wzrok utkwiony w linii horyzontu. Trudno stwierdzić to z pewnością, ponieważ widzimy jedynie ich nagie plecy. Artysta tworząc ich postaci balansuje pomiędzy fizycznością a geometryzacją. Z łatwością rozpoznajemy ciała dopiero co zażywające słońca – okryte skąpym kostiumem, nierówno opalone, wiotkie i gibkie zarazem. Jednak nie ma w nich fizykalności. Artysta sprowadza je do geometrycznych form, czasem niepokojąco uproszczonych – jak w przypadku kobiety, która zdaje się być pozbawiona rąk.

Udaje mu się jednak uzyskać to, do czego dążył – sprawić by rzeczywistość stała się podobna do ikony. Przestrzeń i postaci, które ukazał egzystują poza sferą naszego poznania, w zawieszeniu poza czasem i zmianą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *