Triumf śmierci

Patrząc na Triumf śmierci Pietera Bruegela Starszego zastanawiam się o czym właściwie jest ten obraz. Triumf śmierci jako temat funkcjonował w sztuce od XIV wieku i przedstawiany był najczęściej w formie triumfalnego pochodu, w którym śmierć przypominała o swojej niezwyciężonej mocy. W swojej wymowie łączył się on z bardziej popularnym w średniowieczu tematem Tańca Śmierci do którego wciągała ona wszystkich, niezależnie od stanu, wieku i płci. Przedstawienia te oferowały przede wszystkim refleksję nad ulotnością życia, przemijaniem i niepewnością losu. Przypominały także o wartości postępowania zgodnie z zasadami chrześcijańskimi, aby móc dostąpić zbawienia.

Triumf śmierci w: Petrarka, Triumfy, pocz. XVI w., Bibliothèque nationale de France, Fr. 12423

W śmierci na obrazie Bruegela nie ma jednak nic z godności. Stanowią ją pełne furii akty okrucieństwa umieszczone w rozległej krainie trawionej pożogą. Wszędzie kłębią się postaci, trwa zażarta walka pomiędzy ludźmi a zastępami szkieletów. Zadawana przez nie śmierć jest gwałtowna, brutalna i bezlitosna. Uśmiercani są wszyscy, bez względu na wiek, stan czy majątek. Przy dźwiękach werbli, w które wściekle uderza kościotrup, żywi spędzani są do wagonu (niepokojąco podobnego do bydlęcego), a wszelka droga ucieczki zostaje odcięta.

Pieter Bruegel Starszy, Triumf śmierci, po 1562, Muzeum Prado w Madrycie

Scena ta w wielu aspektach przypomina opisaną przez świętego Jana apokaliptyczną wizję końca świata. Według niej w ostatnich dniach ziemię mają opanować czterej jeźdźcy siejący zniszczenie:  Podbój, Wojna, Głód i Śmierć. Na drzeworycie wykonanym przez Albrechta Dürera jeźdźcy ukazani zostali w tumulcie, tratując wszystkich, którzy stanęli na ich drodze. Jednak prowadzeni są przez anioła, co oznacza, że niesione przez nich zniszczenie jest zgodne z boskim planem i zapowiada zbawienie, które może nastąpić podczas Sądu Ostatecznego. Wówczas zmarli mają zostać ponownie powołani do życia, a ich doczesne uczynki będą sprawiedliwie osądzone przez Chrystusa jako najwyższego sędziego.  W obrazach o tym temacie śmierć jest zaledwie momentem przejścia w czas oczekiwania na zbawienie lub potępienie. Zmarli albo podążają za demonami do piekła, albo są wprowadzani do Królestwa Niebieskiego, gdzie czeka na nich życie wieczne.

Albrecht Dürer, Czterej jeźdźcy Apokalipsy, 1497-1498

W „Triumfie śmierci” Bruegla brak jednak obietnicy boskiego wstawiennictwa. Świat spowija pożoga, wszędzie toczą się walki – krwawe, nieubłagane, siejące zniszczenie. Trudno jednak o jednoznaczne określenie kim są atakujący. Kościotrupy zalewające świat niewiele różnią się od tych, których wysyłają w ramiona śmierci. Tak jak żyjący są zorganizowane w rozmaite grupy – oddziały bitewne czy grupy religijne, działają w parach lub w pojedynkę. Nie wszystkie są równie brutalne, niektóre zajmują się grzebaniem zmarłych (para na wzgórzu), czy wręcz dumają nad przemijaniem życia (postać kontemplująca martwego ptaka, przy lewej krawędzi obrazu). Nie są też wolne od wad, takich jak chciwość (ubrany w zbroję kościotrup, zachłannie sięgający do stosu złotych monet).

Można w tym odnaleźć inspirację średniowieczną legendą o spotkaniu trzech żywych i trzech zmarłych. Ci ostatni mieli powitać przybyszów słowami: „Takimi niegdyś byliśmy, jakimi wy dziś jesteście. Jakimi jesteśmy teraz, takimi i wy będziecie!”.

ilustracja przedstawiająca spotkanie trzech żywych i trzech martwych, z Modlitewnika Bony Luksemburskiej, księżnej normandzkiej, autorstwa prawdopodobnie Jeana le Noir, przed 1349, Metropolitan Museum, Nowy Jork

Obraz Bruegla nie ma pokrzepiającego przesłania. Triumfująca śmierć zbiera tam swoje żniwo, nie obiecując nic w zamian. Żadnej nagrody ani sprawiedliwości za dobre uczynki. Jej wysłannicy, kościste postaci, nie oszczędzają nikogo. W ich sieci łapią się różne nacje, obrona w żadnym przypadku nie przynosi wygranej. Chwilą zapomnienia, błogosławieństwem niedostrzegania szalejącego wokół okrucieństwa, artysta obdarza jedynie parę kochanków. Umieszczeni w prawym dolnym rogu, zapatrzeni w siebie wspólnie muzykują. I przez tę jedną, długą chwilę nie dostrzegają, że również i im akompaniuje śmierć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *