Poznajcie Sybillę

Ilustracja owocu ananasa otwiera zbiór Metamorphosis insectorum Surinamensium – czyli przemian owadów z Surinamu, najważniejszego dzieła w bogatej twórczości Marii Sybilli Merian (1647-1717). Zgodnie ze słowami przez nią zapisanymi, ananas był najważniejszym owocem jadalnym w Amerykach i dlatego to jemu przyznała pierwszeństwo opisu. Ukazała go w momencie kwitnienia i w towarzystwie innej sławy Ameryk – karaluchów, znanych ze względu na szkody jakie wyrządzają roślinom na których żerują i ze swojej szczególnej słabości do ananasów (jak i do wszystkiego co słodkie).

Maria Sibylla Merian, Ananas i karaluchy (z Dissertatio de generatione et metamorphosibus insectorum Surinamensium) 1705

Całe życie Merian charakteryzuje samodzielność przy podejmowaniu decyzji, czasem nieoczywistych, choć dla niej zawsze słusznych. Pochodziła z artystycznej rodziny, jej ojciec był rytownikiem i niezależnym wydawcą we Frankfurcie, a ojczym – Jacob Marrel specjalizował się w malowaniu martwych natur. Młoda Merian przejęła ich zainteresowania, nie tylko artystyczne, ale i obserwacją rzeczywistości. Przerodziły się one z czasem w pełni  naukową działalność botaniczki i entomolożki. Swoje zdolności ćwiczyła na jedwabnikach, które hodowano we Frankfurcie.

Pierwsze szesnaście lat dorosłości spędziła jako żona malarza Johanna Andreasa Graffa oraz, stopniowo, jako matka dwóch córek: Johanny Heleny i Dorothei Marii. Niezmiennie praktykowała swoje entomologiczne zainteresowania, których efekty sukcesywnie publikowała. Gdy dobiegała czterdziestki dokonała pierwszej radykalnej zmiany w swoim życiu – rozwiodła się z mężem i wraz z córkami i matką przyłączyła się do wspólnoty  labadystów zamieszkujących zamek Waltha w Holandii, którego właścicielem był ówczesny gubernator Surinamu. Zgromadził on egzotyczną kolekcję tamtejszych okazów flory i fauny, które rozbudzały w Merian coraz większą ciekawość tego odległego, tajemniczego miejsca jakim był Surinam.

Czterdziestoczteroletnia Merian przeniosła się wraz z córkami ponownie, tym razem do Amsterdamu, gdzie uczestniczyła aktywnie w artystycznym i naukowym życiu miasta. Częściowo utrzymywała się z własnej pracy, częściowo otrzymywała wsparcie od zamożnych mecenasów jej badań. I tam podjęła decyzję o wyprawie badawczej do Surinamu, mozolnie gromadząc na nią środki. Była już dojrzałą, pięćdziesięciodwuletnią kobietą. W podróży towarzyszyła jej młodsza córka, Dorothea. Gościły na plantacjach labadystów przez dwa lata, podglądając przyrodę w jej żywiołowości. Powrót badaczek przyśpieszyła choroba Sybilli, która jednak nie stanęła jej na drodze publikacji  dzieła życia.

Merian przykładała olbrzymią wagę do najwyższej jakości swojej publikacji, zatrudniła najlepszych rytowników, drukowała na najlepszym pergaminie. O jej świadomości własnej wartości niech świadczy również frontyspis, który otwiera zbiór. Widzimy na nim artystkę zasiadającą przy stoliku, porównującą trzymaną kwitnącą gałązkę do ilustracji w albumie. Niczym boginię otaczają ją putta, pomagające jej w pracy i przynoszące rozmaite okazy przyrody.

Następne strony zawierają szczegółowe opisy przemian kolejnych gatunków owadów. Jedynie we wstępie badaczka pozwoliła sobie na wplecenie osobistych refleksji w naukową opowieść. Pośród praktycznych informacji, znajdują się wzmianki o pełnym przygód pobycie, metodach pracy oraz wspomnienia pomocy, którą otrzymała od mieszkańców Surinamu. Każdy ze zilustrowanych przez nią owadów był oglądany w naturze, często za pomocą mikroskopu, przedstawiany na kartach w wielkości naturalnej, w różnych etapach cyklu życiowego i z rośliną na której żerował.

Merian była wyjątkowa, gdyż studiowała owady w ich naturalnym środowisku, a nie w pracowni. Nie poddawała ich wiwiseksji, jak zwykli to czynić koledzy po fachu. Jej ryciny dają jasny, zgodny z rzeczywistością opis świata i niezwykłości jakie on oferuje, zwłaszcza entomologowi w Nowym Świecie. Kierowała się czystą ciekawością przy podglądaniu życia i tworzeniu jego zapisu. Nie pomylił się Joachim von Sandrart, który już w 1675 przyrównał ją w swoim dziele o historii sztuki do bogini mądrości – Minerwy.

http://www.sibyllamerian.com/
2 komentarze Dodaj swoje
  1. Super ta Merianka. W tych metamorfozach owadów badaczom chodziło wtedy o tajemnice przemiany z larwy i początku w pełne formę owada. Że to ten sam zwierzak było wielkim odkryciem . Bardzo to wszystko ciekawe.
    Jan Swammerdam.

    1. Bardzo serdecznie dziękuję Janie Swammerdam <3 Zaiste, fakt, że insekty nie rodziły się z brudu i pyłu, jak chciał Arystoteles a z przemiany gąsiennicy było istnym novum. Dziękuję, że mi o tym przypomniałeś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *